Gdy nie ma co robić

Takie małe drobiazgi powstają, gdy trzeba czekać, czas się dłuży, a robić nie ma co…ale szczęśliwie ołówek i jakaś kartka są pod ręką. Czas pozwala na dopracowanie szczegółów, i aż czasem szkoda, że nie było lepszych materiałów… Choć bywa również, że wyrażają nastrój chwili, nie zawsze możliwy do uzewnętrznienia..
Małe rysuneczki powstały w podstawówce i liceum:

Potrzeba matką wynalazków: można się bawić i w ten sposób, ze 1 osoba rysuje na kartce jakiekolwiek bazgroły, natomiast druga próbuje dopatrzeć się w nich jakiegoś sensu – może dorysować parę szczegółów, by wyobrażenie było bardziej realne.

Poniżej zamieściłam parę bardziej udanych wyników takiej zabawy:

Muszę dodać, że pomysł bardzo się podobał dzieciom, zwłaszcza po tym, jak przerobiłam podpis(tj. parafkę) ojca:))

Pierwsze kwiaty malowane farbami olejnymi

Po pierwszych próbach w miniformatach odważyłam się namalować coś większego, oczywiście w dalszym ciągu na płycie unilamowej. Kwiaty były tematem, któremu, jak uważałam, z całą pewnością dam radę. Malowałam kwiaty, których nazw wtedy nawet nie znałam. Kwiaty co prawda były prezentami dla rodziców, ale oczywiście dostawałam je jako tematy prac. Czasem zrywałam coś w ogródku mamy.
Malowałam znakomitymi farbami „Rubens”, otrzymanymi od przyjaciół z ówczesnej NRD. Teraz myślę, że byłoby mi ich naprawdę szkoda do próbnego malowania, ale nawet nie wiedziałam, czym dysponuję. Muszę tu dodać, że Rubensy znakomicie się trzymały mimo upływu czasu i niektórymi z nich malowałam nawet po ogromnej, bo prawie 10-letniej przerwie – a wcale nie straciły swoich właściwości. Nie wiem, czy o jakiś innych obecnie używanych farbach mogłabym to powiedzieć, no ale obecnie Rubensy znowu są poza moim zasięgiem (cenowym).
Poniżej parę wczesnych prac:

Gałązki jabłoni w chińskim wazoniku

„Gałązki jabłoni w chińskim wazoniku” – same kwiaty wyszły mi bardzo dobrze, ale tło i wazonik są zbyt ciemne i kolory są za mało zróżnicowane;

„Gerbery i goździki” są z kolei bardzo kolorowe iGerbery i goździki całkiem fajne, jednak sporo czasu zajęło mi zrozumienie, jak należy namalować tło.

 

Róże„Róże” wyszły mi już dobrze, lecz obraz pozostał niedokończony -nie mogłam poradzić sobie z kryształowym wazonem, ale sądzę , że i wielu bardziej doświadczonych malarzy połamało sobie na tym zęby. Ja dopiero teraz odważyłam się to zrobić kolejny raz, jestem właśnie w trakcie pracy: zobaczymy, jak będzie.

Pierwsze pejzaże farbami olejnymi

Początki malowania pejzaży nie były zbytnio udane: nie bardzo miałam pojęcie, jak się zabrać do tematu, na co zwracać uwagę, jak dobierać kolory. Zachowało się z tego okresu niewiele prac, może to i dobrze;)

Najpierw namalowałam jeziorko; nie mając wprawy, wzięłam niewielkich rozmiarów płytę. Myślę, że użyłam zbyt mocnych i ciemnych kolorów malując wodę i rozjaśniając ją tylko bielą; poza tym nie miałam pojęcia,że błękit pruski i ultramaryna po wyschnięciu tak bardzo ciemnieją, że nie widać wcale stopniowania kolorów. Trawa i szuwary też mi nijak nie wychodziły przy użyciu tylko zieleni chromowej, ultramaryny i umbry palonej. Teraz wiem, że to właśnie dlatego:)

Poniżej praca etapami:


Nieco lepiej wyszedł kościół, niebo współgrałoKościółek idealnie z moim nastrojem, gdyż mając do dyspozycji nie zagruntowaną płytę pilśniową jakoś nie wzięłam pod uwagę wsiąkania farby w podłoże, więc kiepsko mi się malowało. Efekt całości jest dość przyzwoity jak na moje umiejętności, jednak użyłam zbyt małej palety barw ograniczając się (znowu) do ultramaryny, bieli, zieleni chromowej i sjeny palonej z nikłym dodatkiem ugru.

Zachód słońcaZ kolei zachód słońca wyszedł nawet nieźle; odważyłam się na żywe kolory i nawet zauważyłam, że błękit pruski można fajnie łączyć z innymi kolorami, uzyskując dobre efekty.

Malowanie witraży-drobiazgi; uwagi ogólne

Myślę, że malując farbami witrażowymi na szkle najtrudniej było namalować  wzór na okrągłym, zwężającym się do dołu wazonie. Zwłaszcza namalować na tym motyla to było prawdziwe wyzwanie; niestety akurat tego wazonu już nie mam..

Zamieszczam jeszcze parę drobnych prac w tej technice:


Jak piszę na stronie, najważniejszym elementem witraża jest światło:
„Światło zmieniając swoją siłę i barwę powoduje, że namalowane motywy zmieniają się z każdą chwilą. To właśnie sprawia, że witraże mają swój niepowtarzalny urok. Nigdy nie są dokładnie takie same. żyją własnym życiem w zależności od pory dnia. Zawsze staram się włączyć temat, kolorystykę i motyw witraża w otaczającą go przestrzeń lub jeśli maluję np. na szybie okiennej, wkomponowuję go w krajobraz za szybą.”

Najważniejszą rzeczą przy tworzeniu witraża jest pamiętać, jakiemu celowi ma służyć – czy coś przysłonić, czy ozdobić; jaki ma mieć temat/ motyw/ myśl przewodnią, no i jak bardzo motyw główny ma być rozbudowany. Czasem lepiej jest nie zamalowywać całości, zostawić przestrzeń, by temat był bardziej czytelny a i światło mogło się wykazać. Po co ma również tracić na lekkości?
Myślę też, że najważniejsza jest forma witraża, jego styl. Mam w pamięci wspaniały witraż Witkacego z Bogiem Ojcem-Stwórcą – jest tak dynamiczny, w postaci Boga czuje się moc i dostojeństwo, ale i siłę, a nawet groźbę. Taki poziom osiągają chyba tylko prawdziwi mistrzowie…:)

Witraże – owoce

Owoce-najlepszeNarzucającym się tematem witraża do kuchni jest coś jadalnego, a ładnego, więc temat owoców narzucał się właściwie sam. Wybrałam owoce rosnące w sadzie u rodziców: jabłka, gruszki, śliwki, brzoskwinie, czereśnie i porzeczki, winogrona i borówki…po prostu wszystko:)
Pozostawał jeszcze temat drzwi do spiżarki:Winogrona była w nich duża, przeszklona szyba, idealna do namalowania czegoś specjalnego. Na myśl przychodziły mi włoskie winnice oraz greckie amfory i dzbany. Naszkicowałam więc okazałe winogrona z amforą stojącą u stóp winnego krzewu. Temat ten powtórzyłam w dwóch dużych obrazach olejnych, ale to już zupełnie inna historia:)