Pierwsze malunki

Pierwszy namalowany przeze mnie, jeszcze w przedszkolu obrazek rodzice pieczołowicie przechowali dla mnie przez wiele lat. Przetrwał do dziś, jest jedynie nieco wymięty.
Gdyby ktoś nie kojarzył, to bociany:)

Nieco mgliście pamiętam nawet wychowawczynię tłumaczącą, co się robi z farbami…Dla mnie były to wtedy intensywnie czymś pachnące, kleiste małe kubki z tajemniczą, choć kolorową zawartością..(dziś – po prostu plakatówki).
Jak dla mnie, praca dość nieudolna, ale w końcu miałam 5 lat.. Ale pamiętam też, że pędzelki były tak fatalne i sztywne, że uważam za cud nie tylko fakt, że w ogóle namalowałam cokolwiek, ale  że mnie to zajęcie zainteresowało.

 

Następna zachowana praca pochodzi prawdopodobnie z okresu 2-3 klasy podstawówki. Jak wiele innych dzieci, malowałam różne nasze zabawy-zachowała się „Zima”:

Mieszkałam wtedy w bloku wkomponowanym w niewielka skarpę i wraz z całą masą dzieciaków aż do zmroku zjeżdżałam z niej na sankach lub lepiliśmy razem bałwany.Było mnóstwo krzyków, bitew na śnieżki, zjeżdżania na butach z górki.. Dzisiaj mimo śniegu po kolana dzieci na sankach jak na lekarstwo, a może tylko ja ich jakoś nie widzę? -siedzą pewnie przed komputerem oglądając bajki czy zdobywając kolejne punkty i poziomy w grach… – a pamiętam jak czekaliśmy na pierwszy śnieg-i jak już było go choćby 5 cm, wyciągaliśmy odpowiedni sprzęt. Najmilej wspominam taką szaleńczą jazdę na łyżwach po oblodzonych chodnikach (a płyty bynajmniej nie były równe) pomiędzy uskakującymi na bok, niekiedy i pokrzykującymi dorosłymi…ech…:).. więc nie dziwię się za bardzo słysząc o wyczynach siostrzeńca-ale to tylko taka mała dygresja…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *