Duże martwe natury – jeszcze na płycie

Po pierwszych próbach malowania farbami olejnymi, po udanych małych pracach z kwiatami, zabawkami i malutkimi martwymi naturami właśnie przyszedł czas na stworzenie czegoś większego. Miał to być duży obraz do powieszenia w mieszkaniu, więc przyszedł mi do głowy ten temat własnie. Studyjne prace ze szkłem i garnkami były już większe, a poszły dobrze, wiec za bardzo nie bałam się ani tematu, ani rozmiaru. Tak naprawdę najwięcej kłopotu sprawiło mi dobór i upozowanie przedmiotów, by dobrze ze sobą współgrały. Zmieszczenie tego wszystkiego na płycie – bo na niej wtedy malowałam – też okazało się nie takie proste.

Miałam tendencje do skupiania się na fragmencie pracy zamiast spojrzeć na kompozycję jako na całość. To tak naprawdę przyszło z czasem, i myślę że po to są te wszystkie nużące czasem ćwiczenia – by w trakcie malowania większej pracy nie zagłębiać się w szczegóły; to powinno się robić na końcu. Inaczej różne części pracy będą niespójne, choćby stylistycznie.

Nie zastanawiałam się wtedy specjalnie nad kolorystyka, malowałam to, co widziałam, ozywając farb Astry i niedocenianych wtedy Rubensow. I dzięki nim własnie pięknie zagrały czerwienie i  żółcie w kompozycji, a i mieszanki kolorów wypadły nieźle.

Bukiet z letnimi kwiatami namalowałam jako pierwszy – podobały mi się kwiaty, których nazw wtedy nie znałam, i ich układ w wazonie. Jednak namalowany cienką warstwą olejnych farb obraz niezbyt mi się podobał, wiec jak tylko jako tako wysechł, przemalowałam go całkowicie, tym razem używając cienkiego płaskiego pędzelka i znacznie grubszej warstwy farby. Okazało się, że farby spod spodu częściowo mieszają się ze świeżo nałożonymi, co dało znakomity efekt, zwłaszcza w partii światła.

Natomiast martwą naturę już z założenia malowałam grubszą warstwą, używając tym razem okrągłego pędzla. I tym razem domieszka farb położona na przesychającą wcześniejszą warstwę dala znakomite efekty.

Z tej pracy, mimo upływu tylu lat, dalej jestem bardzo zadowolona , Namalowałam ja tez w bardzo zbliżonej wersji dla szwagierki :)).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *